Przejdź do treści głównej

Pełnia

Podwójna tęcza nad drzewami o zachodzie słońca.

No właśnie, co to jest pełnia.

Dopóki poruszamy się w świecie materialnym, jest to dość proste. Pieniądze, dobra praca, partner, piękny dom, udane wakacje. A nawet uroda, zdrowie, dobre relacje, bycie lubianym, szacunek do siebie i innych.

Czyli coś, co przemija. Do grobu tego nie zabierzesz.

Co jest tu miarą spełnienia?

Porównanie.

Można porównywać się ze światem - mam lepiej niż moi rodzice, lepiej niż moje środowisko. Wtedy jest zewnętrzny sukces. Można też porównywać się ze swoim wewnętrznym standardem, sumieniem, swoim ego.

A jednak, człowiek zwykle chce czegoś więcej. Chce czuć się spełnionym, wiedzieć, że niczego mu nie brakuje, gdziekolwiek i z kimkolwiek będzie przebywał. Czyli bez porównania, bez punktu odniesienia, bez świata zewnętrznego.

Pełnia to uczucie, które mamy w środku. To spokój w ciele i umyśle, głębokie odprężenie. To pełny akumulator i chęć do działania.

Kiedy przywołuję w sobie to uczucie, od razu przychodzi mi obraz matki karmiącej piersią niemowlę. Tak bez pośpiechu, w cieple i w bezpiecznym domu.

Uczucie i sytuacja, w której nic nie brakuje. Jest dokładnie tak, jak ma być. Harmonia.

Ale pełnia jest ulotna. Za chwilę dziecko znowu jest głodne.

A jak to wygląda w dorosłym życiu?

Trudno jest dążyć do pełni i ją rozpoznać, kiedy brakuje nawet tego pierwszego doznania. Nie ma punktu odniesienia. Brakuje uczucia, do którego można kalibrować skalę doznań i odczuć. Szukamy wtedy na zewnątrz, patrzymy na innych, co ich napełnia. I mamy WYOBRAŻENIE o szczęściu. No właśnie wyobrażenie, czyli iluzję.

I dopóki nie skierujemy wektoru uwagi do wewnątrz, aby spotkać się z tym, co trudne, z tym, co tak naprawdę jest nasze, droga do pełni będzie tylko wypełniaczem.

Odciąganiem czasu i uwagi, od tego co tak naprawdę w życiu jest ważne.