Przejdź do treści głównej

Co kocham w pracy ustawieniowej?

Joanna siedzi przy biurku z laptopem i notatnikiem, uśmiechnięta.

Odkąd pamiętam, zawsze szybko się nudziłam.

Szkoła to był dla mnie koszmar. Jak miałam 10 lat, przeczytałam biologię Villego (jakieś 1300 stron małym druczkiem). A że wtedy miałam pamięć fotograficzną, nudziłam się do końca liceum i pół studiów w tym temacie.

I tak było ze wszystkim. Wiele zagadnień naukowych i życiowych było zupełnie nieciekawych, jak tylko dotarłam do pewnego dna tematu, albo nie widziałam, jak adekwatnie do zainwestowanych zasobów może coś pomóc ludziom. Aż sama siebie przekonałam, czytaj przekłamałam, że trzeba myśleć i działać inaczej, tak po kroczku, mozolnie, żeby wszyscy nadążyli.

Koniec końców zostałam inżynierem i skakałam z kwiatka na kwiatek w pracy, zmieniając działy, projekty, zagadnienia. Ekscytacja nowym tematem, chłonięcie go jak gąbka, a potem rozczarowanie i nuda, że to takie proste, bez sensu, albo powtarzalne, a niech inni to robią...

Fioletowy notes z napisem „Doodles I drew during important work meetings” na drewnianym stole.

Aż nie zajęłam się ustawieniami.

Tu każda praca jest inna! Każda praca jest zaskakująca i odkrywcza. Do klienta podchodzi się bez koncepcji, bez teorii i założeń. Bez strategii.

Tylko prawda, obecność i otwarte serce.

Nie jest to łatwa praca, wymaga skupienia i odpowiedzialności. I ciągłej pracy nad sobą!

I często nie jest to usługa dla każdego, a dla tych, którzy wiedzeni swoją intuicją, trafiają właśnie do mnie we właściwym dla nich i dla mnie czasie.

Ta praca ma głębię. A efekty są warte zainwestowanych zasobów. Ja tu nie muszę się dostosowywać, wysilać i spłaszczać. Nie idę na kompromis.

Po prostu jestem w całym swoim potencjale, z otwartością i szacunkiem do losu każdego człowieka.

A mój głodny umysł nie stoi już na drodze jako przeszkoda, ale pomaga przetworzyć i zintegrować ogrom informacji, często niewerbalnych, które podczas tej pracy przepływają.